Karnawał w Buenos Aires inny niż wszystkie!

Czy w Polsce też jest tak gorąco jak u nas ??? 🙂 I czy Wy też macie właśnie karnawał ??? Eh.. pewnie nie… dlatego napiszę co dzieję się w gorącym Buenos, żeby przesłać Wam trochę ciepła i dobrej zabawy od Latynosów!

W związku z tym, że ostatni weekend w całej Ameryce Południowej łącznie z wolnym poniedziałkiem i wtorkiem minął pod hasłem KARNAWAŁU, postanowiliśmy i my trochę poczuć tego klimatu! Juan zaproponował, żebyśmy pojechali do miejscowości zwanej Gualeguaychu (ok. 200 km od BA) i tam zasmakowali jak bawią się podczas karnawału. W trakcie planowania podróży mieliśmy nadzieję, że uda nam się pojechać do Rio de Janeiro by tam uczestniczyć w światowej sławy karnawale ale niestety sprawy się pokomplikowały. Obydwa wyżej wspomniane wydarzenia mają podobny charakter: pół nagie tancerki wyginające się na środku ulicy ze wspaniale zorganizowaną poprzebieraną otoczką, a za możliwość obejrzenia parady trzeba płacić grubą kasę! Wybraliśmy więc lokalną paradę na mieście i było bardzo fajnie! swojsko, dzieciaki biegały między nogami, wszyscy śpiewali, tańczyli super! Każdy mógł uczestniczyć w zabawie   a co najważniejsze wszystko było zupełnie za darmo 🙂

resized__MG_2697 resized__MG_2743 resized__MG_6166resized__MG_6167

Najzabawniejszym elementem imprezy jest pryskanie wszystkich białą pianką o zapachu cytryny, która szybko się wchłania i nie brudzi. Może tylko szczypać w oczy i nieprzyjemnie smakować jak przez przypadek zapomnisz się i otworzysz buzię, żeby coś zaśpiewać a tu dostajesz pianą w usta! 🙂 szczerze przyznam, że trafiliśmy tam zupełnie przypadkiem, chadzając sobie wcześniej po mieście trafiliśmy na muzykę, szał na ulicach i rozkręcającą się imprezę. Była też pusta scena oczekująca zespołu grającego dla parady i nie zgadniecie kto pierwszy zaczął na niej królować…ekipa ŻUKA! hah.. no jakby inaczej. Nikt inny nie mógł być lepszym Support Teamem!

resized__MG_6118 resized__MG_6087

Oczywiście ulica była zamknięta z dostępem tylko dla pryskających się pianką dzieciaków ale potraktowaliśmy to jako dobrą okazję i sporo miejsca do szaleństw (a i bez tego byliśmy atrakcją bo widać z daleka, że jesteśmy gringo – czyli biały cudzoziemiec w Ameryce Łacińskiej). I tak tańcząc gęsiego  przez całą długość ulicy, poprzez występy na scenie, tańce z dzieciakami i inne wariactwa umilaliśmy wszystkim oczekiwania na główny punkt programu.

resized__MG_6175